Wiecie jaki jest przepis na partię sezonową? Bierzemy znane, sympatyczne nazwisko – najlepiej lubianego pana z telewizji. Organizujemy mu start w wyborach prezydenckich dla zbudowania elektoratu. Krzyczymy „mamy dość duopolu PiS-PO!”, wymyślamy jeden-dwa chwytliwe postulaty (po co więcej i tak to prawie nikogo nie obchodzi), zbieramy kilku politycznych wyrzutków i znanych twarzy, kupujemy pierwszy dobry sondaż, znajdujemy sponsora (często z niewiadomego źródła) i dajemy temu całemu projektowi ładną nazwę z „Polską” w środku i gotowe.
Idealnym przykładem takiego mechanizmu jest Polska 2050. Partia, która od początku była projektem politycznym stworzonym by odciągnąć prawicowy i centroprawicowy elektorat od PiS-u i Konfederacji, a Tuskowi stworzyć wygodnego koalicjanta. Hołownia miał być idealnym kandydatem – rozpoznawalny, „spoza układu”, z wizerunkiem człowieka spoza polityki i w dodatku z poglądami lekko konserwatywnymi. Być może miał to być kolejny sprawdzony patent w stylu Ronalda Reagana czy Wołodymyra Zełenskiego czyli znana postać z mediów, która zostaje prezydentem, a być może zdecydowały o tym osobiste ambicje Hołowni.
W 2020 roku niewiele brakowało by wszedł do drugiej tury. Gdyby w czasie zamieszania związanego z pandemią, niedoszłymi wyborami kopertowymi, przesuwaniem terminu wyborów Platforma nie zamieniła w ostatniej chwili fatalnej kandydatki jaką była Kidawa- Błońska na Rafała Trzaskowskiego, historia mogłaby potoczyć się inaczej. Bardzo możliwe, że lubiany jeszcze wtedy Hołownia byłby trudnym kandydatem w II turze dla Andrzeja Dudy, mocno już wtedy krytykowanym także przez ,,swoich’’.
Jednak w 2023 roku okazało się, że ta formacja bardzo namieszała w wyborach i wywróciła cały układ sił. Pomogła na pewno chwytliwa nazwa ,,Trzecia Droga’’ jako sojusz dwóch partii Polski 2050 i PSL. Zadziałała również łagodna narracja jej liderów, pokazanie swojej formacji jako czegoś wyważonego poza całym konfliktem dwóch zwaśnionych partii. Partia, o której nikt nie potrafił powiedzieć, jakie są właściwie jej postulaty poza podniesieniem kwoty wolnej od podatku do 60 tys. zł, zdobyła 14,4% kosztem głównie Konfederacji. Polska 2050 wykonała zadanie, do którego była stworzona. Potem zaczęło się to, co zawsze się zaczyna w tego typu projektach. Hołownia nawet nie próbował udawać niezależnego i od razu wszedł w koalicję z KO i Lewicą.
Gdy Hołownia stał się zbyt popularny w czasie gdy młodzież zaczęła masowo oglądać obrady sejmu, Tusk postanowił wchłonąć jego partię w swoje szeregi. Media zaprzyjaźnione z Platformą dostały zielone światło na jego zniszczenie. Wystarczyło kilka tematów światopoglądowych takie jak ,,zamrożenie’’ ustawy aborcyjnej, nieudana kampania prezydencka w 2025 roku i kilka spotkań z politykami PiS-u, że zaczęto uznawać go za zdrajcę. Czarę goryczy przelała odmowa Hołowni wzięcia udziału w próbie podważenia wyniku wyborów prezydenckich i przyjęcie przysięgi od nowo wybranego prezydenta.
Dzisiaj Polska 2050 praktycznie nie istnieje. Poparcie na poziomie około 2 %, rozpad, odejście połowy posłów. Mimo tak wielkich kłótni w obozie rządzącym, wręcz nienawiści do siebie koalicja trwa nadal i sobie gnije, a partia Hołowni ani myśli wyjść z tego układu. Wizja ,,koryta’’ trzyma ich dalej ze sobą i bardzo prawdopodobne, że doczekają końca kadencji.
Historia polskiej polityki zna wiele podobnych przypadków. Liga Polskich Rodzin powstała praktycznie z niczego w 2001 roku, mocno wykorzystując katolicko-narodową retorykę i antyunijne hasła. Jej liderem był Roman Giertych – ten sam Giertych, który w tamtym czasie uchodził za twardego eurosceptyka, a który do dzisiaj jeszcze liczy głosy z ostatnich wyborów prezydenckich. Stoi teraz po zupełnie innej stronie barykady. W 2005 roku LPR osiągnęła szczyt – prawie 8% poparcia i wejście do rządzącej koalicji z PiS-em i Samoobroną. Jednak wystarczyły zaledwie dwa lata, by Liga praktycznie zniknęła. Po wyborach w 2007 roku dostała tylko 1,3% i rozpadła się w oczach.
Kolejny przykład to Ruch Palikota, później przemianowany na Twój Ruch. Powstał w 2011 roku na fali antyklerykalnych haseł i idiotycznych występów jej lidera. Poza hasłami o świeckim państwie, aborcji i LGBT nie miał praktycznie nic do zaoferowania. Osiągnął sensacyjny wynik ponad 10%, ale poparcie szybko stopniało do śladowych ilości i partia skończyła jako polityczny cyrk.
Nie można też zapomnieć o Kukiz’15. To nie była nawet klasyczna partia, tylko ruch protestu wokół charyzmatycznego lidera. – znanego muzyka z zespołu Piersi, Pawła Kukiza. W 2015 roku Kukiz wystartował w wyborach prezydenckich i osiągnął doskonały wynik 20,8%. Na bazie tej popularności stworzono ruch, który w wyborach parlamentarnych zdobył 8,8% i wprowadził do Sejmu 42 posłów. Jednak bez prawdziwej struktury i zaplecza ideowego szybko się rozsypał. Posłowie zaczęli odchodzić, a sam Kukiz zaczął coraz bardziej rozmieniać się na drobne. Najpierw wszedł w koalicję z PSL-em by w następnych wyborach wystartować już z list PiS-u do końca zatracając tożsamość ruchu, który jeszcze kilka lat wstecz jednoczył ludzi zmęczonych monopolem dwóch czołowych partii.
Podobny los spotkał Nowoczesną Ryszarda Petru. Partia kreowała się jako młoda, dynamiczna i pro-europejska alternatywa dla PO i w wyborach 2015 roku osiągnęła ponad 7%. Popularność rosła tak szybko, że przez chwilę zrównała się w sondażach z PiS-em. Jednak feralny wyjazd Petru na Maderę w trakcie siłowego przejęcia sejmu w grudniu 2016 r.- tzw. „ciamajdanu” uznana została za zdradę swoich ludzi. Ponadto ogromna kara finansowa za niezłożenie sprawozdania w terminie przez męża Kamili Gasiuk-Pichowicz ostatecznie ją dobiły. Partia miała być szalupą ratunkową dla posłów PO, a skończyła się w dosłownie rok. Partia ta przez ostatnie lata to już właściwie ,,masa upadłościowa’’ z tego co po niej zostało i mało kto wiedział o jej istnieniu. W zeszłym roku dokonała samorozwiązania i weszła w struktury KO.
Mechanizm jest zawsze ten sam: wyraziste nazwisko, emocje, dobry marketing, kilka prostych haseł i sponsor. Niektóre z tych projektów nawet nie próbowały udawać, że są czymś więcej niż narzędziem do wejścia w koalicję. Inne zgubiła pycha lidera albo brak prawdziwej organizacji. Jedynie Konfederacja jak dotąd zaprzecza tej regule. Urosła, ustabilizowała się i dziś może być jednym z kluczowych graczy po kolejnych wyborach. Pytanie tylko z kim i czy w ogóle wejdzie w koalicję – bo po ostatnich wypowiedziach jej liderów możliwe są różne warianty. Nie wiadomo również, jaki będzie los projektu związanego z Grzegorzem Braunem – Konfederacja Korony Polskiej -czy to chwilowy antysystemowy zryw, czy może coś trwalszego. Czas pokaże bo polityka potrafi być często nieprzewidywalna.

