Narodziny rocka – kiedy gitara elektryczna wywróciła świat do góry nogami.

Lata 90-te to czasy mojego dzieciństwa i wczesnej młodości. Pamiętam, jak w telewizji i radiu rockowa muzyka była jeszcze na topie. Już jako dziecko odkryłem ten gatunek – najpierw przez MTV, potem VIVĘ – i od razu uznałem: to jest to! Gitarowe brzmienia, riffy, epickie solówki, nietuzinkowe dźwięki i często buntownicze teksty sprawiły, że zakochałem się w tej muzyce. Metallica, Nirvana, Red Hot Chili Peppers, Rammstein i masa innych zespołów były codziennością, choć nigdy nie należałem do żadnej subkultury. Wydawało mi się wtedy, że nic lepszego w muzyce nie powstało. Zupełnie jak dzisiejsza młodzież, wychowana na glam hip-hopie z Youtube’a i viralowym popie z TikToka, dla której wszystko co powstało 5-10 lat wcześniej to już prehistoria i muzyka dla dziadków.

Z czasem jednak zacząłem sięgać do coraz bardziej odległych czasów, interesować się historią gatunku i zastanawiać: jak to wszystko się właściwie zaczęło? Zaczęło mnie fascynować, ile genialnych rzeczy wydarzyło się w muzyce na długo przed moim urodzeniem – i jak bardzo te dźwięki wciąż brzmią ponadczasowo.

A zaczęło się w Stanach Zjednoczonych w latach 50-tych (różne źródła podają że już nawet pod koniec lat 40-tych) z połączenia trzech gatunków: bluesa, jazzu i country. Cały ten rock tak naprawdę wziął się z jednego wynalazku – gitary elektrycznej . Nagle okazało się, że zwykła gitara akustyczna dostała przetworniki (tzw. pickupy), które zamieniają drgania strun na sygnał elektryczny, a ten po podłączeniu do wzmacniacza i głośników staje się głośnym, brudnym, potężnym dźwiękiem, którego nie da się osiągnąć na zwykłej drewnianej gitarze. Pułap możliwości tego instrumentu zaskoczył wszystkich. A potem ktoś wpadł na pomysł by do niej dodać jeszcze bas, perkusje i charyzmatycznego wokalistę – i tak powstała klasyczna forma zespołu rockowego. Początkowo z muzyki stonowanej eleganckiej gdzie na scenie stali panowie w garniturach z praktycznie zerowym ruchem scenicznym nagle powstało coś energicznego i przebojowego – tak narodził się rock and roll.Najbardziej znanymi prekursorami byli Chuck Berry, Bill Haley czy legendarny Elivis Presley, który zasłynął nie tylko muzyką, ale wygibasami scenicznymi uznawanymi w tamtych czasach za wyuzdane.

W historii muzyki rockowej dwie dekady zmieniły wszystko: Były to  lata 60-te, które oprócz samej muzyki stworzyły cała młodzieżową subkulturę i odwróciły dotychczasowe jej postrzeganie oraz lata 80-te., które wraz z rozwojem formy teledysku skomercjalizowały jej formę czego wpływ obu tych dekad widać do dnia dzisiejszego.                                                                       

Dzisiaj chcę się skupić na latach 60-tych. Był to bardzo niespokojny czas na świecie. ,,Zimna wojna’’ i najbardziej jaskrawa jego część czyli tzw. ,,Kryzys kubański’’ gdzie rozgrywki między światowymi mocarstwami stanęły na ostrzu noża, wojna w Wietnamie, zamach na Kennedy’ego, wyścig o dominację w kosmosie USA i ZSRR, interwencja Układu Warszawskiego w Czechosłowacji – te wydarzenia były inspiracją do buntu, również muzycznego.

Pierwszym wielkim wybuchem popularności była brytyjska inwazja – The Beatles. Czterech pozornie grzecznych chłopaków z Liverpoolu, z charakterystycznymi grzywkami, którzy zaczęli od słodkich „Love Me Do”, a skończyli na psychodelicznym „Sgt. Pepper’s Lonely Hearts Club Band”. Ich ekstremalna popularność, zwłaszcza wśród nastolatek, prowadziła do histerii na koncertach i znalazła rzeszę naśladowców ich stylu również w Polsce.  Równie wielce popularny w tym czasie był inny zespól pochodzący również z Wielkiej Brytanii – The Rolling Stones – będący trochę przeciwwagą dla Beatlesów– grający bardziej po amerykańsku, z dużym wpływem bluesa, a Mick Jagger czy Keith Richards od początku zasłużyli na miano skandalistów. Co ciekawe Stonesi istnieją do dzisiaj i są na scenie już od ponad 60-lat.

Z czasem muzyka rockowa szybko zaczęła przeobrażać się w bardziej niegrzeczną i szaloną formę. Narodził się rock psychodeliczny – The Doors z Jimem Morrisonem (najbardziej znani z „Light My Fire” , „Riders on the Storm”) czy Pink Floyd z eksperymentami dźwiękowymi. Utwory przybrały nie znaną dotąd formę- często trwające nawet po kilkanaście minut, teksty stawały się poetyckie i mistyczne. Narodziła się subkultura hippisowska. Narkotyki stały się jej nieodłącznym elementem. Dla jednych to była wolność, dla innych degeneracja i droga do uzależnień co dotknęło również niektórych czołowych muzyków z tamtego okresu jak wspomniany Morrison, Janis Joplin czy wirtuoz gitary – Jimy Hendrix. Kulminacją tego wszystkiego był festiwal Woodstock w 1969 roku gdzie ponad 400–tysięcy ludzi przez trzy dni bawiło się przy występie legendarnych zespołów i wykonawców takich jak- Jimy Hendrix, The Who, Janis Joplin, Jefferson Airplane, Joe Cocker czy Carlos Santana.

Do Polski rock dotarł z opóźnieniem. Władze komunistyczne nazywały go początkowo „big-beatem”, by uniknąć skojarzeń z imperialistycznym rock’n’rollem. Polska będąca wówczas za tzw. ,,żelazną kurtyną’’ nie miała szans na swobodny rozwój tego gatunku. Władze nieprzychylnie patrzyły na tzw. ,,wywrotowców’’ w długich włosach czy kolorowych ciuchach. Teksty sprawdzane były przez cenzurę, a koncerty pilnowane przez milicję. Mimo to polska scena szybko się rozwinęła. Najbardziej znanymi przedstawicielami byli Czerwono-Czarni, Niebiesko-Czarni, Czesław Niemen, Czerwone Gitary, Skaldowie czy pierwszy stricte polski bluesowo-rockowy zespół – Breakout powstały w 1968 r.

Ale prawdziwy ciężar dopiero miał dopiero nadejść. Wkrótce narodził się kolejny gatunek jakim był heavy metal. Twórcy tacy jak Black Sabbath, Deep Purple, Led Zeppelin i wielu innych… to już historia na inną opowieść, która pojawi się w nieodległej przyszłości. 

Aktualizacje newslettera

Wpisz swój adres e-mail poniżej i zapisz się do naszego newslettera

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *