Jakieś 10-15 lat temu oglądając program telewizyjny, w którym grupka małych dzieci w sposób dla siebie zabawny odpowiadała na pytania prowadzących padło pytanie ,,kim chcesz zostać w przyszłości?’’. Jedna z dziewczynek odpowiedziała ,,Jak dorosnę zostanę psycholożką’’. Wówczas to określenie traktowane było jak urocza i zabawna niepoprawność językowa, dostępna jedynie dla niewinnych i nieznających jeszcze dobrze języka polskiego pociech. Nie minęło kilka lat i Lewica, która jest mistrzem w stwarzaniu nieistniejących problemów i szukaniu do nich rozwiązań zaczęła upominać się by kobiece odpowiedniki zawodów miały takie właśnie formy jak wspomniana ,,psycholożka’’.
Na przestrzeni ostatnich lat poszło to zdecydowanie za daleko. Za poprzednich rządów Platformy (lata 2007-2015) byliśmy świadkami prób przeniesienia do polskiego języka kolejnych takich słów, a mianowicie damskich określeń takich jak ,,ministra’’ , ,,premiera’’ oraz ,,marszałkini’’. Wtedy wzbudzało to jedynie śmiech politowania, a dzisiaj traktowane jest z zupełną powagą zwłaszcza w dzisiejszych czasach gdy Polskę zaatakował inny zmutowany ,,rak językowy’’w postaci form neutralnych płciowo. Mowa tu o ostatniej nowelizacji kodeksu pracy, która nakłada na pracodawców obowiązek używania form neutralnych płciowo w ogłoszeniach o pracę. Jest to pokłosiem dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2023/970. W omawianej nowelizacji w ogłoszeniach o pracę nie będzie można wpisywać, że pracodawca poszukuje np. ,,spawacza’’ , a zamiast tego ma być to zastąpione formą ,,osoba wykonująca prace spawalnicze’’ albo obie formy alternatywnie spawacz/spawaczka. Choć jak wiadomo spawaczów kobiet jest tak ,,dużo’’, że ten problem właściwie nie powinien istnieć. W niektórych przypadkach formy kobiece mogą sprawiać wiele problemów i stwarzać mnóstwo łamańców językowych i form brzmiących wręcz pokracznie. Bo jak nazwać kobietę chirurga ,,chirurżka’’?, a może ,,chirurgini’’ ? albo kobietę kierowcę ,,kierowniczka’’ a może ,,kierownica’’.
Jak zwykle w dzisiejszych czasach te wszelkie niepotrzebne nowości z założenia powstały dla naszego dobra, żeby rzekomo nikogo nie urazić, a tak naprawdę stoi za tym lobby środowisk gender. Od dłuższego czasu trwa proces oswajania nas z tą ideologią, wszystko po to by zająć człowieka rzeczami nieważnymi i de facto pozbawić go tożsamości. W tym całym zamieszaniu prym wiedzie Unia Europejska zarządzana głównie przez Lewicę, która przesuwa granicę coraz dalej i dalej wymuszając na Polsce wprowadzanie kolejnych bzdurnych przepisów. Dodatkowo dochodzi aspekt feministyczny, który chce całemu światu udowodnić, że stworzenie kobiecego odpowiednika danego zawodu podniesie wartość danej kobiety, sprawi że będzie czuła się ważna na równi z mężczyznami. Niestety ta zmiana wywołuje odwrotny skutek do zamierzonego i ośmiesza zawody wykonywane przez kobiety. Bo przecież zdecydowanie poważniej brzmi ,,pani psycholog’’ a nie wspomniana na wstępie ,,psycholożka’’ czy ,,pani adwokat’’ a nie ,,adwokatka’’. Ponadto jak to ma się do ustawy z dnia 7 października 1999 r. o języku polskim, w których wprost napisane jest że ,,Do ochrony języka polskiego są obowiązane wszystkie organy władzy publicznej oraz instytucje i organizacje uczestniczące w życiu publicznym’’. Niektórych określeń po prostu nasz język nie zna. Jednym z najbardziej absurdalnych określeń jakich w ostatnim czasie usłyszałem to określenie ,,gościni’, które używane jest coraz częściej w polskiej telewizji, która próbuje być na siłę postępowa. Do tego dochodzi cała masa idiotycznych neutralnych płciowo określeń jak słynne już ,,aktywiszcze’’ czy ,,człończe’’. Dlaczego godzimy się na taką patologię językową i to w czasie gdy jesteśmy zalewani masą obcych słów głównie z języka angielskiego. Słowa takie jak ,,barber’’, ,,baby shower’’, ,,black friday’’ czy ,,hate’’ (czyt. spolszczona wersja hejt) szturmem weszły do polskiego języka.
Dlaczego więc nikt nie poucza tych wszystkich postępowych dziennikarzy, nie wytyka im kardynalnych błędów językowych? Autorytety językowe jak zwykle milczą, podobnie jak autorytety prawnicze gdy prawo po raz kolejny jest łamane przez obecną ekipę rządzącą. Dlatego potem nie dziwmy się, że ludzie mówią niedbale, niezrozumiale, a polski język jest niesamowicie zaśmiecony. Ostatnio takim zabiegiem, który na siłę media zaszczepiły w naszym języku jest określnie ,,w Ukrainie’’ zamiast używanej od zarania dziejów formy ,,na Ukrainie’’. Zostało to wprowadzone by rzekomo podkreślić państwowość Ukrainy po agresji Rosji na ich kraj, a tak naprawdę to wpajanie na siłę obcej nam formy pokazuje, że jak ktoś chce Polakom narzucić taką czy inną formę czy słowo, to po prostu to robi. Za pomocą mediów powtarzając milion razy do skutku, aż się nauczymy. Tak to jest gdy za tworzenie prawa odpowiadają ludzie motywowani feministyczno-genderowymi hasłami o 50 kilku płciach i krok po kroku przemycają kolejne swoje absurdy do polskiej porządku prawnego.
Dlatego w dzisiejszym zglobalizowanym świecie należy bronić języka polskiego przed tego typu absurdami jako części naszej tożsamości i nie ulegać postępowym obcym wpływom, które próbuje narzucić nam swój osobliwy język. Bo jak zwykle w tej zmianie nazewnictwa nie chodzi tylko o sam język, ale to kolejna próba oswajania nas ze szkodliwymi wpływami pseudoideologii gender. A przecież – jak powiedział kiedyś Mikołaj Rej – ,,Polacy nie gęsi, swój język mają’’. Warto o tym pamiętać, zanim pozwolimy nasz piękny język zepsuć na stałe.


👍